Jakie efekty przyniosła konferencja historyczna „Poland First to Fight” w Waszyngtonie?

W dniach 18-20 listopada 2019 roku w National Press Club w Waszyngtonie odbyła się konferencja historyczna „Poland First to Fight”. Jej celem było pokazanie pełnego obrazu II wojny światowej w kontekście kłamstw, manipulacji i przekłamań, jakie pojawiają się w międzynarodowym, w tym amerykańskim, dyskursie publicznym. Prelegenci zrobili to w formie prezentacji i referatów. 

Organizatorami konferencji „Poland First to Fight” była piątka patriotów: dr Marek Błażejak z Hamburga, Artur Zyśk z Londynu, Krystyna Zamorska z Connecticut, dr Stanisław Śliwowski z New Jersey oraz Edward Wojciech Jeśman z Kalifornii. O znaczeniu konferencji dla prawdy historycznej oraz jej efektach, „Biały Orzeł” rozmawia z Prezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej w Południowej Kalifornii Edwardem Wojciechem Jeśmanem – członkiem komitetu organizacyjnego i jednym z pomysłodawców konferencji „Poland First to Fight”.

„Biały Orzeł”: Nikt z pewnością nie podważy sensu organizacji konferencji historycznej „Poland First to Fight”, natomiast my chcielibyśmy zapytać, czy udało się uzyskać określone efekty?

Edward Wojciech Jeśman (organizator konferencji „Poland First to Fight”): Mamy kilkadziesiąt lat zaniedbań jeśli chodzi o politykę historyczną, dlatego też nasza konferencja jest tylko kroplą w morzu potrzeb. Jedna konferencja nie może odwrócić zalewającej nas obecnie fali antypolonizmu... To była bardzo dobra konferencja w sensie merytorycznym i organizacyjnym i wszyscy uczestnicy byli zadowoleni z tego co się wydarzyło w National Press Club. Jakie będą efekty tej konferencji to zależy jednak od naszej dalszej pracy. Mamy całą masę świetnych, pokonferencyjnych materiałów, zarówno video, jak i pisanych. Konferencja umożliwiła nam stworzenie materiałów, które można będzie użytkować w przyszłości w kontaktach z amerykańskimi politykami, historykami i dziennikarzami. Musimy je opublikować i rozpowszechnia. Z pewnością jest to dopiero początek naszej pracy. Mamy nadzieję, że to się nam uda. Takich konferencji musimy organizować oczywiście więcej i może niektóre z nich powinny być ukierunkowane również na bardziej szczegółowe zagadnienia. Tematyka tej konferencji była bardzo szeroka, poruszyliśmy bardzo wiele wątków. Mam nadzieję, że nasza konferencja w National Press Club zapoczątkowuje pewien nowy proces i że nie skończy się na tym jednym wydarzeniu.

Była to bodaj największa z dotychczasowych polonijnych konferencji o tej tematyce...

Chyba tak. Takich konferencji tutaj w Waszyngtonie zasadniczo wcześniej nie było. To była duża trzy-dniowa konferencja z udziałem 25 prelegentów z 6 krajów. Poza publicznością na sali w konferencji uczestniczyła również publiczność internetowa. Nasz „live stream”, internetowa transmisja na żywo, zanotowała prawie 7 tysięcy wejść.

A czy wśród gości w National Press Club byli amerykańscy politycy czy dziennikarze, którzy zmieniliby dzięki temu swoje postrzeganie historii?

Zaproszenie do oglądania naszego konferencyjnego „live stream” wysłaliśmy do około trzech tysięcy amerykańskich historyków, do wszystkich kongresmanów, do ponad dwóch tysięcy ich doradców, oraz do dużej grupy amerykańskich dziennikarzy. Myślę, że jakaś ich część skorzystała z naszego zaproszenia. Nie wiemy dokładnie kto oglądał nas w internecie, ale siedem tysięcy wejść to, jak na początek, dosyć znacząca liczba osób. Dwanaście biur kongresowych zapowiedziało również swoje uczestnictwo w konferencji.... Kontakty z kongresmanami na Capitol Hill, tak w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie są kontynuowane. Mam tam umówionych kilka spotkań. Spotkania te nie są jednak bezpośrednio związane z historyczną tematyką naszej konferencji. Mamy rozmawiać o amerykańskim ustawodawstwie, a szczególnie o prawnych i politycznych konsekwencjach wynikających z wprowadzania w życie ustaw S.447 oraz H.R.943.... Czy konferencja mi w tych kontaktach pomaga? Myślę, że tak, bo ona nas w wielu oczach jakoś tam dodatkowo legitymizuje, ale jest tu też dużo innych wspomagających wątków i działań, w które zaangażowane są również inne polityczne środowiska polonijne skupione w organizacjach takich jak: Polish American Strategic Initiative, Polonia Institute, Polish American Congress of Southern California czy Polish American Coalition.

W USA mieszka wielu Polaków, jesteśmy w większości dobrze sytuowani, ale mało niestety aktywni politycznie. Polonia musi bezwzględnie uaktywnić się politycznie. Naszym głównym „grzechem” jest niestety brak chęci działania dla dobra ogólnego i jakiegokolwiek „wychylania się” politycznego. Nieobecni nie mają niestety nigdy racji. Nasza obecna sytuacja w USA doskonale to egzemplifikuje. ... Od czasu, gdy zaczęliśmy pojawiać się w Kongresie, poziom zainteresowania naszymi sprawami nieznacznie wzrósł. Część osób, z którymi się obecnie kontaktujemy, podchodzi do naszych problemów z większym zrozumieniem niż dwa lata temu, gdy nie były one jeszcze zupełnie przez nas wyartykułowane. To co robimy jest jednak bezwzględnie tylko kroplą w morzu rzeczywistych potrzeb.

Co dokładnie ma Pan na myśli?

Podstawowymi kwestiami jakimi powinniśmy się jako Polonia w tym momencie zajmować to sprawy związane z ustawą S.447, oraz propozycją nowej ustawy edukacyjnej H.R.943 (senacka wersja jest znana jako S.2085), która mimo, że nie jest jeszcze w pełni procedowana, ma już 297 współsponsorów i lada moment może zostać przyjęta na podobnych zasadach jak ustawa S.447, czyli bez żadnej dyskusji i z zawieszeniem obowiązujących procedur. Celem ustawy jest stworzenie jednego ogólnokrajowego programu nauczania odnośnie historii II wojny światowej. Do tej pory programy szkolne są tworzone na poziomie stanowym. Nowy program wspólny dla wszystkich 50-u stanów ma być napisany przez cztery żydowsko-amerykańskie organizacje. To niepokoi, bo wszystko wskazuje na to, że program nauczania II wojny światowej może być zawężony praktycznie do jednego tylko tematu, którym jest eksterminacja Żydów w czasie wojny. Wszystkie inne wątki, a szczególnie te związane z eksterminacją nas, Polaków mogą być w tym programie zmarginalizowane, lub nawet kompletnie wyeliminowane. Program ma być początkowo wprowadzony na zasadzie niby dobrowolności, ale doskonale wiemy, jak tego typu mechanizmy działają. Na tym etapie chodzi tylko o wprowadzenie go w przestrzeń publiczną i uzyskanie akceptacji dla ogólnokrajowego charakteru tego projektu.

Wiele bardzo kontrowersyjnych ustaw, jest zatwierdzanych w USA niestety bez dyskusji i bez zrozumienia konsekwencji, które one rzeczywiście z sobą niosą. Dzieję sie tak, po tym jak zostają one fałszywie uznane za zagadnienia niekontrowersyjne. Tak wygląda nasza waszyngtońska polityka. Ustawa H.R.943 jest niestety dla nas bardzo groźna. Ustawa ta może nie tylko „zacementować” na całe pokolenia zafałszowany obraz historii II wojny światowej, ale także wyeliminować z niej nie tylko nasze tragiczne doświadczenia historyczne, ale także utrwalić i zalegitymizować rozmaite antypolskie wątki i pomówienia takie jak opowieści o „polskich obozach śmierci” lub kłamliwą narrację o naszej rzekomej partycypacji w eksterminacji Żydów. Bez względu na to jaki będzie ostateczny kształt tego programu, polityka eksterminacji Żydów w czasie II wojny światowej ma być jeżeli nie jedynym, to niewątpliwe głównym jego tematem.

Rozumiem, że o tym też była mowa na konferencji...

Nie, o tym akurat nie było tam mowy. Waszyngtońska legislacja nie była tematem żadnego z naszych wykładów. Konferencja miała charakter historyczny. Wśród międzynarodowego składu prelegentów mieliśmy Amerykanów, Anglików, Niemców, Hiszpana, dwie Hinduski i Polaków. Nasi prelegenci podjęli szeroki wachlarz tematów , od zafałszowywania i trywializowania obrazu II wojny światowej w dzisiejszej kulturze masowej na przykładzie gier komputerowych, po porywanie i germanizację setek tysięcy polskich dzieci w czasie II wojny światowej – temat podjęty przez jednego z naszych niemieckich prelegentów.

Czy Pana zdaniem konferencja Poland First to Fight spowoduje wyprostowanie kłamliwej narracji historycznej?

Wie Pan, to pytanie błędnie zakłada możliwość odpowiedzenia na nie w sposób, że użyję tu terminologii komputerowej, zero-jedynkowy. Nie można na te problemy patrzeć w ten sposób. Realistycznie to ujmując, mamy ponad 70 lat zaniedbań w tej dziedzinie i oczywiste jest, ze nasza konferencja jest kroplą w morzu potrzeb. Oczywiste jest również, że konferencja wnosi coś nowego i pozytywnego. Zdobyliśmy przyczółek, z którego możemy kontynuować naszą dalszą walkę o prawdę historyczną i właściwe odzwierciedlenie naszego miejsca i roli w historii II wojny światowej. Oczywiste jest, że jedna konferencja nie jest w stanie naprawdę niczego natychmiastowo zmienić. Patrzmy na to z nadzieją jako na zaczyn nowej, bardziej proaktywnej i bardziej asertywnej polskiej polityki historycznej.

Byłoby to zapewne łatwiejsze, gdyby obecni byli na niej amerykańscy politycy. Jak Pan myśli, czy oni się tym nie interesują? Co zrobić, żeby dotrzeć z tym przekazem do grona, na którym nam najbardziej zależy?

Chcieliśmy, żeby konferencja odbyła się w National Press Club, bo jest to miejsce znane i prestiżowe, zarówno jeśli chodzi o jego lokalizację w pobliżu Białego Domu, jak i nawyki waszyngtońskiego establishmentu. Otrzymaliśmy potwierdzenie uczestnictwa w konferencji i oraz w towarzyszących jej przyjęciach w ambasadach Polski i Indii z 12 biur kongresowych... Poniedziałek, wtorek i środa to takie dni, w których niestety duża grupa zainteresowanych nie była w stanie uczestniczyć w konferencji z uwagi na inne zobowiązania, oraz ze względu na konkurujące z naszą konferencją wydarzenie jakim były przesłuchania związane z impeachmentem Prezydenta Trumpa Pokonferencyjne materiały, które obecnie tworzymy, będą wkrótce dostępne w całości online. Konferencja wkracza w nową fazę.

Czy myślicie już Państwo o drugiej edycji Poland First to Fight?

Jest potrzebna. Myślimy o kontynuacji. Dołożymy również starań, aby następna konferencja odbyła się w sobotę lub niedzielę. Poziom edukacji historycznej jest tutaj w Stanach naprawdę bardzo niski. Często ludzie nie mają pojęcia o historii II wojny światowej i są to też często osoby, które pełnią nawet funkcje doradcze. Mamy nadzieję, że różne instytucje w Polsce obudzą się i przyłączą się do jej drugiej edycji konferencji. Pierwszą edycje zorganizowaliśmy w piątkę. Pięć osób pracując pro bono włożyło w przygotowanie konferencji ponad sześć miesięcy ciężkiej pracy. Konferencja odbyła się również dzięki ofiarności około 200 osób prywatnych, które wyasygnowały konieczne fundusze na pokrycie kosztów jej zaistnienia. Jesteśmy wszystkim za to bardzo wdzięczni. Niestety, ale pojawia się tu też niewygodne pytanie. Czy my i nasi darczyńcy, osoby prywatne, powinniśmy wyręczać Polskie Państwo organizując i prowadząc naszą międzynarodową politykę historyczną? Niełatwa odpowiedź. Zalewają nas fale antypolonizmu, drażni bezczynność instytucji, które powinny z nim walczyć. Widzimy porażający brak polityki historycznej i strategicznego myślenia. Paraliż decyzyjny. Widzimy ich dewastujące efekty. Jeżeli się nie obudzimy, niebawem będzie jeszcze gorzej.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Arkadiusz Rogowski


Print